Targowiczanie, to patrioci? Rzecz o Konstytucji 3 Maja

      Za nami kolejna – 229 już – rocznica uchwalenia Konstytucji 3 Maja. Mamy wprawdzie już 5 maja 2020 roku, ale biorąc pod uwagę, że Sejm Czteroletni początkowo miał debatować nad tekstem Konstytucji właśnie 5, a nie 3 maja 1791 roku, można powiedzieć, że mieszczę się w terminie… ;-).

Z tej okazji parę słów o… praworządności.

Konstytucja 3 Maja (Ustawa Rządowa z dnia 3 maja) – uchwalona 3 maja 1791 roku ustawa regulująca ustrój prawny Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Powszechnie przyjmuje się, że Konstytucja 3 maja była pierwszą w Europie i drugą na świecie (po konstytucji amerykańskiej z 1787 r.) nowoczesną, spisaną konstytucją.

Uchwalona przez króla Stanisława Augusta Poniatowskiego wraz ze „stanami skonfederowanemi w liczbie podwóyney naród Polski reprezentującemi.

Ale to nie Amerykanie byli wynalazcami ustawy zasadniczej.

Pierwszą w dziejach świata konstytucję spisał Św. Benedykt na wzgórzach Monte Cassino, w roku 529, czyli w czasie, kiedy Imperium Rzymskie właśnie legło w gruzach. Niepozorny Św. Benedykt, z grupką mnichów założył klasztor na Monte Cassino (to ten klasztor, na tej górze zdobywali wieki później żołnierze generała Andersa w czasie II wojny światowej) i po pierwszych latach działalności zorientował się, że nie wychodzi im. Ich planów i założeń przyjętych, celów i marzeń nie daje się zrealizować, bo nie mogą się między sobą dogadać. Siadł więc i spisał pierwszą w dziejach świata konstytucję.

Bo co to jest konstytucja?

Konstytucja to jest spisanie praw i obowiązków. Praw tego, który rządzi i obowiązków tego, który rządzi, oraz praw obywatela i obowiązków obywatela.

Tylko tyle i aż tyle. Takie niby proste, a trzeba było wieków, żeby mogło się zrealizować.

W 529 roku powstała pierwsza konstytucja – zakonna wprawdzie, ale ona wytyczała drogę, którą później poszli władcy świeccy. Regulowała zasady pomiędzy zakonnikami, a przeorem, ale odnosiła się do całego życia społecznego i do dziś te zasady są stosowane.

Druga konstytucja na świecie, już państwowa – ta amerykańska – to jest rok 1787. Czyli ponad 1200 lat świat czekał na zastosowanie tego wynalazku przez władze świeckie.

Wygląda więc na to, że „nasza” Konstytucja 3 Maja jest nie drugą, a trzecią konstytucją na świecie. I nie pierwszą, a drugą w Europie.

Jakby jednak nie patrzeć – i tak mieścimy się w ścisłej światowej czołówce :-). Więc jest z czego być dumnym ;-).

My, jako społeczeństwo, przyzwyczajeni jesteśmy patrzeć na swoją historię przez przestarzałe, fałszujące obraz filtry, które wcisnął nam na oczy ktoś, kiedyś. Nie umiemy sobie historii swojej zobaczyć oczami współczesnymi. Zobaczyć ją taką, jaka ona była naprawdę i na nowo ją dzięki temu przemyśleć.

Powszechnie przyjęło się postrzegać wydarzenia z maja 1791 roku za pomocą kalki, według której targowica była archetypem zdrady narodowej, a Konstytucja 3 Maja była jutrzenką wolności, aktem założycielskim nowej, sprawiedliwej Polski.

W istocie wyglądało to oczywiście cokolwiek inaczej.

Targowica – czego by o niej nie mówić – broniła praworządności. Ponieważ praworządnie obowiązywały w Polsce od 1768 tzw. „prawa kardynalne”, które miały charakter ustawy zasadniczej i gwarantowały „złotą wolność”. Ustawy przeforsowane w latach 1767–1768 w Warszawie na sejmie, zwanym repninowskim, obejmowały podstawowe zasady ustroju demokracji szlacheckiej, gwarantujące szlachcie: wolną elekcję, utrzymanie liberum veto na sejmach, prawo wypowiadania posłuszeństwa królowi, nietykalność osobistą (neminem captivabimus), przywileje w sprawowaniu rządów oraz posiadania ziemi i władzy nad chłopstwem.

Zostały zagwarantowane przez Katarzynę II i miały charakter ustawy zasadniczej. Prawa te nie miały możliwości się zmienić – miały być stałe. Zapewniały one utrzymanie dawnego porządku rzeczy, na co przystała koalicja magnatów i “zwolenników polityki państw ościennych”. Dzięki temu prawa uzyskały w 1768 gwarancję ze strony Rosji, zaś w 1775 wszystkich trzech mocarstw ościennych (Prusy, Austria i Rosja). W wyniku takiego przebiegu sprawy sąsiedzi Polski zdobyli możliwość wywierania wpływu na jej politykę wewnętrzną. Zostały uchylone przez Sejm Czteroletni, a przywrócone w 1793 przez sejm grodzieński. Mianem praw kardynalnych określa się również zbiór podstawowych zasad ustrojowych sformułowanych już w wieku XVII. Ich przestrzeganie gwarantowało utrzymanie słynnej złotej wolności.

Ta „złota wolność” była podstawą ustrojową federacyjnego państwa. Bo też nie chcemy pamiętać, że ta I Rzeczpospolita wcale nie była „I”, tylko to była Rzeczpospolita Obojga Narodów. A tak naprawdę tych dużych narodów były trzy – Polacy, Litwini i Rusini – a jeszcze do tego było szereg narodów mniejszych (Niemcy, Kozacy, Tatarzy, Żydzi i inni). Więc w ogóle nie powinniśmy mówić „I Rzeczpospolita”, bo to nie była Rzeczpospolita Polska w takim sensie, w jakim dziś się ją rozumie – to była typowa federacja, pod nazwą Rzeczpospolita Obojga Narodów. I jej podstawą funkcjonowania była federacyjność, która w „prawach kardynalnych” została skodyfikowana. I obrona „złotej wolności” i „praw kardynalnych”, to wcale nie było żadne warcholstwo, a obrona „liberum veto”, to nie była ciemnota i głupota polskiej szlachty – tylko to była obrona istoty państwa federacyjnego. To samo „liberum veto” funkcjonuje dziś w Unii Europejskiej i gwarantuje nam, że żaden paragraf, nie może nam być narzucony gwałtem, bo jako Polska mamy prawo do sprzeciwu. „Prawa kardynalne” gwarantowały, że mniejszość nie może zostać przegłosowana przez większość. Mniejszości nie może zostać nic narzucone. Czyli np. Polacy, nie mogą niczego narzucić Litwinom bez ich zgody, bo Litwini – choć jest ich mniej – są równorzędnymi i równoprawnymi wobec Polaków. Narzucanie mniejszości swojej woli przez większość byłoby absolutnym zaprzeczeniem wolnego państwa, jakim była Rzeczpospolita Obojga Narodów. Dokładnie na tej samej zasadzie funkcjonują do dziś Stany Zjednoczone Ameryki Północnej.

Więc targowiczanie byli jak najbardziej patriotami z punktu widzenia tego państwa federacyjnego, patriotami Rzeczpospolitej „złotej wolności”. I wystąpili, zgodnie z tymi „prawami kardynalnymi” – które faktycznie były konstytucją państwa – w ich obronie, przed uzurpacją, jaką była Konstytucja 3 Maja. Bo Konstytucja 3 Maja była rzeczywiście zamachem na praworządność.

Zwolennicy Konstytucji umówili się po cichu między sobą i podczas przerwy w obradach – przerwy świątecznej – która miała trwać dłużej, spotkali się tydzień wcześniej. Oni przyjechali, opozycja w większości nie przyjechała, bo nic nie wiedziała o skróceniu przerwy. I nagle się okazało, że przeciwnicy konstytucji nie mają większości w sejmie, którą mieli przez 4 lata. W obawie przed groźbą użycia siły przez stronnictwo moskiewskie, zwolennicy przyśpieszyli termin obrad nad dokumentem o dwa dni (planowanym terminem był 5 maja 1791) korzystając z faktu, że główni oponenci nie powrócili jeszcze z wielkanocnej przerwy świątecznej. Nie ogłoszono daty rozpoczęcia sesji, tylko imiennie wezwano zwolenników reformy na posiedzenie 3 maja.

Wieczorem 2 maja odbyło się w Pałacu Radziwiłłowskim zebranie, na którym odczytano projekt konstytucji.

Obrady sejmowe i przyjęcie Konstytucji odbyły się w warunkach zamachu stanu. Miejsce obrad, Zamek Królewski w Warszawie, był strzeżony przez Gwardię Królewską i oddziały wojskowe pod dowództwem księcia Józefa Poniatowskiego, który wraz z grupą oficerów znalazł się w izbie zamkowej w pobliżu tronu.

Na Zamek przybyło 182 posłów i senatorów (na ogólną liczbę ok. 500), z których 72 było przeciwnikami projektu Konstytucji.

Projekt uchwalenia nowej ustawy wywołał żywe protesty opozycji sejmowej. Jeden z posłów wyciągnął na środek sali swojego kilkuletniego syna, wołając: „Zabiję własne dziecię, aby nie dożyło niewoli, którą ten projekt krajowi gotuje”.

O jej przyjęciu bez czytania przesądził przypadek. Poseł inflancki Michał Zabiełło wezwał do przyjęcia konstytucji, a króla do jej zaprzysiężenia. Władca podniósł rękę na znak, że chce przemówić, co zwolennicy konstytucji poczytali za gotowość Stanisława Augusta do złożenia przysięgi. Król złożył przysięgę na ręce biskupa krakowskiego Feliksa Turskiego, następnie wezwał zebranych do przejścia do kolegiaty św. Jana na nabożeństwo dziękczynne.

Konstytucja została przyjęta większością głosów, co zostało owacyjnie przyjęte przez zgromadzoną publiczność i tłum zgromadzony przed zamkiem. Protest przeciwko uchwaleniu ustawy zasadniczej podpisało 28 osób, jednak niektórzy wycofali później swoje podpisy.

7 maja marszałkowie sejmowi wydali uniwersał, ogłaszający uchwalenie konstytucji. Głosił on m.in.: „Ojczyzna nasza już jest ocalona. Swobody nasze zabezpieczone. Jesteśmy odtąd narodem wolnym i niepodległym. Opadły pęta niewoli i nierządu”.

I tak uchwalono Konstytucję 3 Maja. Normalna niepraworządność.

Prawa kardynalne” czyniły Carycę Rosji, Katarzynę II gwarantką „złotej wolności”, w związku z czym patrioci „złotej wolności” – później nazwani targowiczanami – udali się na skargę do Carycy Rosji. Praworządne, jak cholera! To nie była żadna zdrada, to była obrona legalnie uchwalonego porządku prawnego. Oni byli w prawie. Część targowiczan powodowana była naprawdę szlachetnymi pobudkami. Oni naprawdę uważali, że tak, jak było wcześniej – tak było dobrze. Każda próba zmiany ustroju jest działaniem na szkodę państwa. Oni też wyciągali wnioski z historii. No bo kiedy Polska była najpotężniejszym państwem Europy? Wtedy, kiedy działały w niej „stare dobre prawa”. Przypomnijmy – najpotężniejszym państwem Europy Rzeczpospolita była w roku 1619, z obszarem prawie miliona kilometrów kwadratowych. I tzw. targowiczanie, czyli stronnictwo republikańskie, mówiło: „Nie trzeba uchwalać żadnych nowych praw. Po prostu przywróćmy sprawność prawom starym, bo to dzięki starym prawom byliśmy potężnym państwem.”

Tu jest właśnie ten „knyf”, o którym nie chcemy pamiętać, że wszystko w naszej historii, z czego Polacy później byli dumni, było zamachem na praworządność. Natomiast tzw. „Targowica” była jak najbardziej praworządna.

Czy zatem jest z czego być dumnym? Oczywiście!

Przede wszystkim Konstytucję „trzeciomajową” uchwalono z taką determinacją, bo miała ona pomóc uratować Rzeczpospolitą przed całkowitym upadkiem i pomóc jej podźwignąć się do dawnej świetności. To się nie udało – konstytucja nie uratowała państwa przed upadkiem.

Ale pomogła uratować samych Polaków.

Pamięć o tym, że nawet będąc w fazie upadku jesteśmy zdolni do rzeczy wielkich, takich, których nie robił nikt (lub prawie nikt) przed nami, podtrzymywała ducha narodowego właśnie w okresie rozbiorów, a później również w czasie okupacji hitlerowskiej i w okresie komunizmu.

Zaborcy i okupanci próbowali wtłaczać do głów kolejnym pokoleniom Polaków i właściwie wszystkim dookoła stereotyp, że Polacy są świetni na polu walki, zdobyli Monte Cassino, mieli niezwyciężoną, siejącą postrach husarię – a poza tym to naród warchołów, ludzi niesfornych, bezmyślnych, nie przestrzegających prawa i niezdolnych do refleksji na głębszym poziomie.

Akt Konstytucji 3 Maja zadawał kłam temu stereotypowi. Pokazywał, że Polacy to nie tylko husaria, to nie tylko świetni żołnierze, ale również głęboki namysł, głęboka refleksja – prawna. To jest istotne. I właśnie dlatego świętowanie tej rocznicy w czasach zaborów, okupacji i komunizmu było zakazane. Okazało się, że byliśmy zdolni zrobić coś, czego nie zrobił przed nami nikt, oprócz Amerykanów. Ale im było łatwiej, bo oni zaczynali od zera. Zawsze jest łatwiej budować coś od podstaw, od fundamentów, niż remontować kilkusetletni, w dodatku całkowicie sypiący się już dom. Tworząc akt konstytucji udowodniliśmy, że nawet w warunkach „sypiącego się domu”, potrafimy – sami – zorganizować się prawnie.

Konstytucja ta nie miała znaczenia w roku 1791, czy w 1795 – nie pomogła utrzymać niepodległości. Ale pomogła utrzymać pamięć o niepodległości i pomogła utrzymać dumę narodową. Świadomość tego, że cokolwiek będą o nas mówili, jakąkolwiek propagandę wstydu będą nam serwowali, to my swoje wiemy. Konstytucja była faktem.

Wprawdzie dorobek prawny konstytucji upadł – ona nigdy nie powróciła w tej formie, w której funkcjonowała w Rzeczypospolitej przez niecałe 1,5 roku, nigdy nie wrócono w całości do jej postanowień. Ale myśl konstytucyjna trwała.

Bo co tak naprawdę oznacza przełom konstytucyjny, nie tylko w dziejach Polski, ale w ogóle w myśleniu o państwie? Otóż znaczenie konstytucji polega na tym, że uznaje się za obowiązujący powszechnie wszystkich akt prawny. W momencie uchwalania Konstytucji 3 Maja wszędzie w Europie panował absolutyzm. Władcy Prus, Francji, Rosji, W. Brytanii, Austrii byli panami życia i śmierci swoich poddanych. W monarchii absolutnej nie ma czegoś takiego, jak uniwersalny akt prawny. Król jest źródłem prawa – ale sam stoi ponad prawem. Król prawo stanowi, ale prawo go nie dotyczy. Wynikało to z doktryny, według której władza monarchy pochodzi bezpośrednio od Boga. Konstytucja – każda konstytucja – jest tym prawem uniwersalnym, obowiązuje wszystkich, nikt nie jest wyłączony spod obowiązku przestrzegania zapisów konstytucji.

Zatem na tym polegała postępowość polskiej konstytucji, że w świecie, w którym wszystkie mocarstwa wciąż tkwiły w myśli średniowiecznej, a ich władcy utrzymywali pogląd, że ich władza nadana jest im bezpośrednio od Boga, w związku z czym mogą robić ze swoimi poddanymi co im się podoba – Polacy podjęli próbę budowy nowoczesnego społeczeństwa obywatelskiego, w którym dokładnie każdy podlega temu samemu prawu i nikt ponad prawem stać nie może.

Nowoczesność polegała też na tym, że konstytucja ta rozciągała prawa, jakie dotąd przysługiwały wyłącznie stanowi szlacheckiemu na większą liczbę obywateli. Np. chłopi zyskiwali wolność osobistą – nie można ich było traktować, jako towaru. Nie można było sprzedać wsi razem z chłopami – konstytucja przewidywała, że są ludźmi wolnymi. Sytuacja taka w ówczesnej Rosji, Prusach, czy Austrii wciąż była jeszcze nie do pomyślenia. Chłopi uzyskiwali większe prawa, również z tego względu, że konstytucja w rozdziale o wojsku podkreślała bardzo, że zasługa wojenna – niezależnie od tego kto takie zasługi zdobędzie, czy będzie to chłop, czy mieszczanin – powinna być bardzo doceniania. Ktoś kto zasłuży się w boju dla Rzeczypospolitej powinien nie tylko zostać szlachcicem, ale również winien być obdarzony ziemią i innymi przywilejami.

Aktem konstytucyjnym pokazywaliśmy coś, co stało się dla nas niebezpieczne – pokazywaliśmy, że potrafimy być nie tylko dobrymi żołnierzami, ale też potrafimy mieć głęboką myśl prawno – ustrojową. Konstytucja była naprawdę głęboką myślą prawno – ustrojową. Była efektem refleksji nad formą państwa, nad formami rządu, wyprzedzała inne państwa, inne narody, które takie refleksje snuły, jak chociażby Francja. Nasza konstytucja była jednak przed konstytucją francuską – chociaż tam refleksja nad formami rządu i formami ustroju uważa się, że była najbardziej rozwinięta w okresie oświecenia. Myśmy ją stworzyli – oczywiście – pod naciskiem chwili, sytuacja międzynarodowa i wewnętrzna była niekorzystna, potrzebowaliśmy szybkich, radykalnych rozwiązań – konstytucja takim szybkim, radykalnym rozwiązaniem była.

Dlaczego stała się czymś niebezpiecznym? Bo przekonaliśmy naszych wrogów, że jeżeli zostawi się nas w spokoju, to potrafimy, my, Polacy, państwo swoje wzmocnić. Potrafimy działać solidarnie, kierować się prymatem państwa, nad prywatą. Konstytucja jest pokazaniem, że interes państwa Polacy potrafią przedłożyć nad wszelkie interesy osobiste.

Czyli konstytucja pokazuje nas jako naród po pierwsze zdolny, po drugie zdolny do wszelkiego rodzaju wysiłku propaństwowego. I coś takiego jest nie do przyjęcia dla naszych wrogów (Rosja), oraz dla naszych wrogów udających naszych przyjaciół (Prusy).

Jakie wnioski płyną dla nas, współczesnych Polaków z faktu, że Konstytucja 3 Maja jednak została obalona, a Rzeczpospolita ostatecznie rozebrana?

Przede wszystkim, że nie należy ufać fałszywym sprzymierzeńcom. Trzeba pamiętać, że bardzo dużą zachętę do uchwalenia konstytucji majowej czerpaliśmy z sojuszu z Prusami. Tak naprawdę była to niezwykle misterna i skomplikowana gra Prusaków, którym zależało na tym, żeby podburzyć Polaków przeciwko Rosji, bo wtedy łatwiej byłoby im zająć kolejne ziemie. I tak się rzeczywiście stało. Nawet poseł pruski w Warszawie napisał później wspomnienia p.t. „Jak doprowadziłem do drugiego rozbioru”. No właśnie tak doprowadził, że obiecał Polsce przymierze wojskowe i wszelką pomoc ze strony Prus, jeżeli tylko Polska zechce wybić się na suwerenność i przeciwstawić się Katarzynie II. Polacy to zrobili, uchwalili konstytucję, uchwalili powiększenie armii, zlikwidowali coś, czego Katarzyna bardzo pilnowała, czyli zlikwidowali „liberum veto” i „wolną elekcję”, wywołali nieuchronną reakcję Rosji, no i wtedy oczywiście zamiast pomocy ze strony Prus dostaliśmy od nich uderzenie w plecy.

Drugi wniosek jest taki, że to co sprawdzało się kiedyś – prawa, które działały dobrze w przeszłości – niekoniecznie musi sprawdzać się dzisiaj.

Na koniec jeszcze słowo o praworządności.

Jeżeli spojrzymy na polskie konstytucje – a mieliśmy ich dotąd pięć („majową” z 1791, „marcową” z 1921, „kwietniową” z 1935, „PRL-owską” z 1952 i obecną z 1997) – to aż trzy z nich zostały uchwalone podstępem, gwałtem, lub trikiem.

O uchwaleniu pierwszej konstytucji już pisałem.

Ten sam manewr – nieobecność posłów opozycji – zastosowano podczas uchwalania konstytucji z kwietnia 1935 roku. Jest ona do dziś przez wielu uznawana za najlepszą polską konstytucję. Ciekawostką jest fakt, że po II wojnie światowej, prezydent Francji gen. Charles de Gaulle mocno wzorował się na niej opracowując konstytucję dla Francuzów. Inna ciekawostką jest fakt, że ta kwietniowa konstytucja z 1935 roku nigdy oficjalnie, żadnym legalnym aktem prawnym nie została odwołana i niektórzy dowodzą, że w zasadzie powinna ona obowiązywać nas do dziś… Po wybuchu II wojny światowej, przez cały okres okupacji polski rząd na emigracji w Londynie funkcjonował w oparciu o konstytucję „kwietniową”. Po wojnie na terenie Polski władzę przejęli komuniści, którzy narzucili siłą konstytucję z 1952 roku. Była ona w ogóle konstytucją nielegalną, uchwaloną przez sejm wybrany w wyniku sfałszowanych wyborów, zarządzonych przez Stalina, niezgodnie z nadal obowiązującą Polaków konstytucją – czyli „kwietniową”.

Rozpoczął się więc okres dwuwładzy – rząd w Londynie i jego kontynuatorzy przez następnych 40 lat nadal, w oparciu o ustawę zasadniczą z kwietnia 1935 roku, powoływali kolejnych ministrów, wybierali premierów i prezydentów, by podtrzymać legalną państwowość polską działającą na wygnaniu. Tymczasem władze komunistyczne w Rzeczpospolite Ludowej działały w oparciu o nielegalną konstytucję z 1952 roku – aż do upadku komunizmu w 1989 roku. Następnie, po Okrągłym Stole uchwalono tzw. „Małą Konstytucję”, która była tylko tymczasową modyfikacją tej PRL-owskiej. W 1990 roku prezydent Kaczorowski – ostatni prezydent Polski na emigracji – przekazał Lechowi Wałęsie – ówczesnemu prezydentowi III RP – insygnia władzy Rzeczypospolitej Polskiej, przechowywane dotąd w Londynie. Następnie w 1997 roku uchwalono w Polsce konstytucję, w oparciu o którą funkcjonujemy do dziś. Ale tej konstytucji z kwietnia 1935 roku odwołać oddzielnym, oficjalnym, legalnym aktem prawnym – „zapomniano”… Nikt jej dotąd nie odwołał… Taka ciekawostka – na marginesie.

Więc trzy z naszych pięciu konstytucji były uchwalane podstępem, albo wręcz nielegalnie. Z czego dwie były bardzo istotnymi, ważnymi dla nas i udanymi aktami prawnymi.

Zatem – nie wszystko co praworządne koniecznie musi oznaczać dobre. I nie wszystko co wprowadzone podstępem – koniecznie musi oznaczać złe.

 

 

, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Related Post

FERTNER

ĆWIKLIŃSKA

PRZERWANA CIĄGŁOŚĆ?

Widnokrąg

POWOŁANIE AKTORA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *